Nastała era "Dzikiego królestwa"

Nastała era "Dzikiego królestwa"

No cześć 😃
     Z rozpoczęciem października moje najdłuższe wakacje życia (1,5 roku!) dobiegły końca. W pierwsze dni ciężko było mi się przestawić, ale mam dobre nadzieje. Z czytaniem jednak jest ciężko i ostatnio przeczytaną książką u mnie jest "Dzikie królestwo" Simona Edena, o którym dziś chcę Wam napisać kilka słów.

Dzikie królestwo, książka, herbata, recenzja, Simon Eden, książka o kotach, książka o zwierzętach

     Myśleliście kiedyś co by było gdyby to zwierzęta przejęły władzę na świecie? Co by wtedy czekało rodzaj ludzki? Wizję takiej właśnie rzeczywistości mamy w "Dzikim królestwie", a hasło na okładce książki - do świata, jaki znamy, nie ma już powrotu - nie zapowiada kolorowej przyszłości. Zwierzęta mają już dość wpływu człowieka na środowisko i planują odwet. W tym samym czasie dwunastoletnia Drue rusza na poszukiwania swojego kociego przyjaciela - Kociska Zobaczyska, który zaginął z dnia na dzień. Czy te dwie sprawy mają ze sobą coś więcej wspólnego? I jak potoczy się wojna wypowiedziana przez zwierzęta?

Dzikie królestwo, książka, herbata, recenzja, Simon Eden, książka o kotach, książka o zwierzętach, cytat

     Po zapoznaniu się z opisem nastawiłam się na coś lekkiego. "Dzikie królestwo" czyta się dość szybko, nie męczy, a wciąga. Wydarzenia opisane są z dwóch perspektyw: ludzi i zwierząt. Drue należy do tych pierwszych, ma 12 lat, jest jedynaczką i wychowuje ją tylko tata. Ma jednak wyjątkowego przyjaciela wabiącego się Kocisko Zobaczysko. Dziewczynka zachowuje się czasami jak taka typowa jedynaczka, a jej niektóre, wręcz bezmyślne, decyzje doprowadzały mnie do lekkiego szału. Czasami się zastanawiam czy jest jakaś bohaterka kobieca, która nie działa na nerwy... 😅  Ale to jej zachowanie aż tak bardzo nie razi po oczach i można ją polubić. Wyruszając na poszukiwania zaginionego przyjaciela, Drue nie jest świadoma, jaka przygoda ją czeka i jak wielkie niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku.

     Drugim ważnym bohaterem jest Kocisko Zobaczysko, którego imienia nadal nie rozumiem (może w oryginale miało to jakiś sens?). Jest to kot z ciemnym futerkiem i trzema nogami. Kiedyś przybłęda, teraz najlepszy przyjaciel Drue. Kocisko to chowaniec - zwierz mieszkający wśród ludzi. Gdy decyzja o wojnie jest już pewna, na takich jak on spada trudna decyzja - mogą przeciwstawić się i zaatakować swoich opiekunów lub zginąć broniąc ich.

Dzikie królestwo, książka, herbata, recenzja, Simon Eden, książka o kotach, książka o zwierzętach

     "Dzikie królestwo" jest książką pełną przygód, jedna akcje ledwo się skończy i już zaczyna się dziać coś nowego. Jeśli chodzi o jakieś większe zaskoczenia, to takich nie doświadczyłam. Było kilka okazji, ale ja wcześniej trochę podejrzewałam, co może się wydarzyć. Jest jednak coś, czym ta książka zdobyła u mnie plus i trochę otworzyła oczy. Mam na myśli pokazanie tego, jak działania człowieka wpływają na środowisko, jakie szkody czasami wyrządzamy nie będąc w pełni świadomi. W tej książce to ludzie pokazani są jako Ci źli, których trzeba zlikwidować.

       Fajnie jest czasem przeczytać coś z innej perspektywy. Możemy zostać nieźle zaskoczeni tym, czego się wówczas dowiemy. W tej książce wprowadzenie zwierząt jako bohaterów i opisanie wszystkiego z ich punktu widzenia jest kolejnym plusem i dobrym powodem, by sięgnąć po "Dzikie królestwo". Tytuł ten z wielką chęcią będę polecać, bo myślę, że wiele osób powinno ją przeczytać. Może i Wy zauważycie to przesłanie na początku odnośnie człowieka i jego wpływu na środowisko.

Kojarzycie "Dzikie królestwo"?
Znacie może inne książki, w których bohaterami są zwierzęta?





Jaka jest "Tajemnica wyspy Flatey"? Ja już wiem, a Ty?

Jaka jest "Tajemnica wyspy Flatey"? Ja już wiem, a Ty?

"Trzymasz w dłoni nietypowy kryminał, łączący w sobie elementy powieści detektywistycznej i liczne nawiązania do świata dawnych wikingów. 

     Właśnie to wyróżnione na odwrocie zdanie skusiło mnie, by zdecydować się i sięgnąć po "Tajemnicę wyspy Flatey". Miałam spore oczekiwania, bo nie dość, że kryminał to jeszcze nawiązania do mitologii nordyckiej. Głównie to drugie do mnie przemówiło, bo uwielbiam takie sprawy. Zaczęłam czytać tą cieniutką książeczkę i co się okazało?

Tajemnica wyspy Flatey, fajny kryminał, lekki kryminał, wikingowie, mitologia nordycka,Editio black

     Flatey to malutka wyspa w Islandii, na której życie jest spokojne, a czas płynie powoli. Piękne widoki i zapach morza - sama chętnie udałabym się w takie miejsce! Lecz nic nie trwa wiecznie, a tą sielankę przerywa odnalezienie zwłok przez miejscowych. Na Flatey przybywa Kjartan, którego zadaniem jest najpierw zdobycie informacji, kim jest ofiara, a następnie odkrycie przyczyny śmierci. Sprawa na pierwszy rzut oka może wygląda na łatwą, ale uwierzcie - z każdą chwilą pojawiają się coraz większe komplikacje. Nieoczekiwanie ważnym elementem zagadki staje się średniowieczny zbiór sag o dawnych wikingach - Flateyjarbók. Co ta stara księga ma wspólnego ze znalezionymi zwłokami?

Tajemnica wyspy Flatey, fajny kryminał, lekki kryminał, wikingowie, mitologia nordycka,Editio black

     Sięgnęłam po książkę z wielkimi oczekiwaniami, bo wiecie: zabójstwo, urocza wysepka, nawiązania do starych sag. Zaintrygowało mnie takie połączenie i liczyłam na wciągającą i szybką lekturę - książka ma zaledwie 252 stron. "Tajemnica wyspy Flatey" może i taka się okazała, ale jednak czuję pewien niedosyt. Czegoś mi brakuje po przeczytaniu jej. Spodziewałam się chyba bardziej krwawej książki, z większą ilością zbrodni, a to, co otrzymałam to po prostu lekki kryminał, którego akcja ma swoje spokojne i ciągle takie same tempo. Podczas czytania coraz bardziej zagłębiamy się w przeszłość bohaterów i odkrywamy tajemnice wyspy, a jako że Flatey jest malutka, nic nikomu nie umyka.

Tajemnica wyspy Flatey, fajny kryminał, lekki kryminał, wikingowie, mitologia nordycka,Editio black

     Miejsce akcji opisane jest szczegółowo, a wielkim plusem jest fakt, że taka wyspa istnieje naprawdę i można zobaczyć zdjęcia, które w pewnym stopniu odzwierciedliły moje wyobrażenie. Osobiście zostałam oczarowana Flatey i zapragnęłam kiedyś zobaczyć to na własne oczy. Jeśli chodzi o bohaterów to jestem w szoku, bo żaden mnie nie zirytował! To jest już jakieś osiągnięcie, ponieważ w większości książek zawsze znajdzie się ktoś taki, kogo mam ochotę unicestwić. Tutaj tak nie było, więc moje nerwy zostały oszczędzone. 😅

Tajemnica wyspy Flatey, fajny kryminał, lekki kryminał, wikingowie, mitologia nordycka,Editio black

     W opisie było wspomniane coś o nawiązaniach do świata dawnych wikingów. A jako że lubię takie mitologiczne kąski w książkach, ucieszyłam się z tego faktu i narobiłam troszkę nadziei. Niestety w praktyce nie wyglądało to tak, jak liczyłam, że będzie. Okazało się, że te nawiązania, to tak naprawdę fragmenty opowieści o Flateyjarbók'u, a następnie odpowiedzi na pytania z niego zawarte po każdym skończonym rozdziale. Na samym końcu książki znajduje się dodatek od autora - fragmenty "Sagi wikingów jomskich", o których wcześniej wspominane było w treści.



     "Tajemnica wyspy Flatey" jest przyjemną lekturą na kilka wieczorów. Zwłaszcza takich, jak występują ostatnio: chłodne i deszczowe. Książkę czytało się przyjemnie - nawet jeśli nie było większych ochów i achów. Po prostu taka lekka lektura przed snem. Myślę, że będzie fajnym wyborem, jeśli ktoś chce znów wczuć się w klimat kryminałów, a nie chce od razu sięgać po coś bardzo krwawego. Przyjemnie wspominam czytanie, ale myślę, że drugi raz po nią nie sięgnę. No na pewno nie w bliskiej przyszłości.

Lubicie lekkie kryminały czy wolicie bardziej brutalne?
Ps. Koniecznie wyszukajcie sobie, jak wygląda wyspa Flatey! Przeurocza 😍




Tanie czytanie: 15 książek za mniej niż 10 zł/szt - fantastyka

Tanie czytanie: 15 książek za mniej niż 10 zł/szt - fantastyka

     Każdy wielbiciel czytania wie, jaka to wielka radość z kupowania nowych książek. Niestety czasami nasz portfel troszkę cierpi na tym. Ale, ale... nie zawsze trzeba czytać nowości. Ja np. czasem lubię sięgnąć po coś co wyszło już jakiś czas temu. Takie książki też są świetne, a przy okazji - jeśli się dobrze poszuka - nie kosztują wiele. By Was troszkę zachęcić znalazłam 15 (mam nadzieję fajnych) książek, które kosztują 10 zł lub mniej. Tytuły są podlinkowane, więc jedyne co należy zrobić, to kliknąć na nie. Na początek skupiłam się na fantastyce, ale kolejnym razem będą to już książki z innej kategorii.

Tanie książki - 15 książek za mniej niż 10 zł


gdzie kupić książki, tanie książki, książki za 10 zł, fantastyka


     Zacznę może od czegoś co sama znam i polecam. "Złodzieja" i "Królową Atolii" mam już dawno za sobą i bardzo pozytywnie wspominam te książki. Kosztują bardzo  mało, a są genialną lekturą. Ja swoje kupowałam w Dedalusie stacjonarnie. Kolejnych trzech książek jeszcze nie miałam okazji czytać, ale czekają cierpliwie na swoją kolej na półce. Mam za sobą jedynie pierwszy tom Porta Coeli i pamiętam, że był świetny. Ostatniej książki nie posiadam, ale słyszałam dobre opinie o niej.

gdzie kupić książki, tanie książki, książki za 10 zł, fantastyka


     Pierwsze trzy książki to nowelki ze świata Szklanego Tronu autorstwa S. J. Maas. Kolejno jest to pierwsza, druga i czwarta część. "Zatruty tron" to pierwsza część trylogii, a "Zbuntowany książę" trzecia. Cała ta seria ma wysokie oceny na Lubimy czytać, więc może warto się skusić chociaż na pierwszą. Natomiast "W otchłani" kojarzę bardziej z innej okładki, ale pamiętam, że kiedyś chciałam kupić i przeczytać.

gdzie kupić książki, tanie książki, książki za 10 zł, fantastyka


     No ok, troszkę Was oszukałam, bo trzy powyższe książki kosztują odrobinkę więcej niż 10 zł, ale musiałam o nich wspomnieć. Są tak cudownie wydane, że ja dla samych okładek bym je kupiła! Podobno treść też jest niczego sobie, więc to kolejny powód, by przemyśleć ich nabycie. 😉


     Fajnym doświadczeniem jest szukanie takich tanich książek, więc z pewnością będą pojawiać się podobne wpisy. Następnym razem będzie coś innego niż fantastyka, więc osoby, które nie lubią tego rodzaju książek: bądźcie czujni - już niedługo inna kategoria. A jeśli nie chce Wam się czekać możecie sami czegoś poszukać - w tym może pomóc Wam mój stary wpis: Tanie książki - gdzie kupować?

Czytacie same nowości, czy czasem sięgacie po coś, 
co wyszło już jakiś czas temu?





"W linii prostej", czyli pierwsze spotkanie z komisarzem Dixonem

"W linii prostej", czyli pierwsze spotkanie z komisarzem Dixonem

     Damien Boyd to autor kryminałów, których po polsku jeszcze nie mieliśmy przyjemności czytać. W tym miesiącu to się zmienia, ponieważ premierę ma pierwsza część serii o komisarzu Dixonie. Jakie są jednak książki Damien'a i czy jest na co czekać? Dzięki wydawnictwu Editio Black miałam przyjemność przeczytać i przekonać się osobiście o stylu pana Boyd'a.

W linii prostej, Damien Boyd, kryminały, krótkie książki, Editio Black

O czym jest książka?

     Jake to doświadczony wspinacz, który ginie od upadku z kilkudziesięciu metrów robiąc to co kochał. Mogłoby się wydawać, że to zwykły wypadek i większość osób tak też uważa. Jest jednak jedna, której taka wersja wydarzeń nie odpowiada. Nick Dixon to dawny partner wspinaczkowy Jake'a. Doskonale zna jego styl i wie, że stary znajomy nie popełniłby takiego błędu. Poproszony o pomoc postanawia bliżej przyjrzeć się domniemanemu wypadkowi. Najpierw nieoficjalnie, a potem już oficjalnie zajmuje się sprawą Jake'a, a im więcej się dowiaduje, tym mroczniejsze tajemnice odkrywa.


Pierwsze wrażenie

     Gdy pierwszy raz ujrzałam książkę pomyślałam, że jest bardzo krótka. Nie ma nawet 200 stron, więc czyta się szybko. Myślę, że to dobra lektura na jeden wieczór - na pewno poznanie jej nie zajmie Wam dużo czasu. Książka porusza tematy wspinaczkowe, a dla takich laików jak ja na końcu został umieszczony słowniczek pojęć.

W linii prostej, Damien Boyd, kryminały, krótkie książki, Editio Black

Treść i bohaterowie

     Kwestię tego że książka jest bardzo krótka już poruszyłam. Na tak ograniczonej przestrzeni wciąż coś się dzieje. Autor nie poświęca dużo czasu na opisywanie otoczenia, czy bardziej szczegółowe przedstawienie bohaterów. Treść książki skupia się tylko na zbrodni i szukaniu odpowiedzi. Przez taki zabieg nie jestem w stanie za dużo powiedzieć o bohaterach. O Dixonie wiem, że przeniósł się z wielkiego miasta na prowincję. Oficjalnie pracuje nad poszukiwaniem złodziei, którzy okradają domy dopiero co zmarłych osób. Nieoficjalnie: szuka odpowiedzi na pytanie, czy śmierć Jake'a była rzeczywiście niefortunnym wypadkiem. Podczas czytania miałam wrażenie, że nikt się nie sprzeciwia Nickowi. Wszyscy robią to, co on powie i w zasadzie dopiero po tym, kiedy to zrobi.
     Na początku książki więcej jest dłuższych opisów, a mniej dialogów. Potem następuje zmiana i jest odwrotnie - rozmowy między bohaterami przeważają i trwają nawet trzy strony - trzy strony suchego dialogu. 🙈 Dla mnie nie było w nich emocji, tylko takie puste wypowiedzi.
     Końcówki w całości nie przewidziałam. Przyznać muszę, że okoliczności śmierci Jake'a, które są podane dosłownie na ostatniej stronie, mnie zaskoczyły. Nie sądziłam, że to akurat ta osoba będzie odpowiedzialna za koniec jego życia. Tutaj autorowi należy się spory plusik za pomysł. Jeśli jednak chodzi o osobę z jego przeszłości, tą dzięki której się wzbogacił, cóż... od początku wiedziałam na kogo postawić. 😅

W linii prostej, Damien Boyd, kryminały, krótkie książki, Editio Black


     "W linii prostej" to krótki kryminał skupiający się tylko na zbrodni. Nie ma czasu, by poznać bohaterów, podziwiać widoku, czy skoncentrować się na jakimś szczególe. Jak zaczniecie czytać to zanim się zorientujecie będziecie już w połowie. Akcja nie zwalnia i dlatego jest to książka, która umili Wam jeden wieczór. U mnie nie wywołała efektu wow, ale może u Was będzie inaczej. Tego tytułu na pewno nie odradzam, bo myślę, że nawet warto go poznać i przekonać się na własnej skórze jaki jest. Jest to seria, więc mam nadzieję, że z każdą kolejną książką będzie coraz lepiej i bardziej będzie nam dane poznać komisarza Dixona. 😉


Lubicie czytać kryminały?
Jaki jest Wasz ulubiony?



Podczas pisania tej recenzji zamiast Nick Dixon cały czas pisałam Daryl Dixon. 😅 
To chyba znak, że trzeba wrócić do oglądania The Walking Dead 💓




Zostałam zaczarowana przez "Klątwę przeznaczenia" - szczegóły

Zostałam zaczarowana przez "Klątwę przeznaczenia" - szczegóły

     Duża cegiełka (810 stron!) i duże oczekiwania. O "Klątwie przeznaczenia" już wiele razy czytałam na bookstagramie i zazwyczaj były to pozytywne opinie. Nie zraził mnie nawet fakt, że to książka polskich autorek. Muszę wreszcie to przyznać: polubiłam polskich pisarzy i w tym miesiącu na przykład przeczytałam już kilka ich utworów. Kiedy tylko pojawiła się okazja, by zapoznać się i napisać recenzję "Klątwy.." długo nie musiałam myśleć. Okazało się, że to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam i mam nadzieję, że druga część będzie już niedługo! 😄

Klątwa przeznaczenia, czytam bo polskie, polskie fantasy, książka,

     Zakazane uczucia, misja do spełnienia, bractwo i Przeznaczenie, które połączyło dwoje zupełnie obcych ludzi. Ale czy na pewno? Bohaterowie "Klątwy przeznaczenia" zostali zapisani sobie już dawno, dawno, a teraz nadszedł czas, by to wypełnić. Arienne jest młodą dziewczyną, która przybywa do Związku ze specjalną misją - musi odnaleźć Księgę podobno ukrytą w murach mrocznej twierdzy. Dodatkowo jest to idealne miejsce do schronienia się bowiem Arienne ma pewną tajemnicę, której nikt nie może poznać. 


Pierwsze wrażenie


     Gdy pierwszy raz zobaczyłam "Klątwę Przeznaczenia" miałam jedną myśl: matko, ale to cegiełka - bardzo ciężka cegiełka. Zaczęłam czytać i powoli wciągać się w lekturę. Od razu zauważyłam coś, co wyróżnia ten tytuł - narracja. Do tej pory jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, by zmieniać narrację z pierwszej osoby na trzecią w trakcie nawet i jednego akapitu. Trzeba przyznać, że na początku troszkę dziwnie się czyta, ale z czasem człowiek zaczyna się przyzwyczajać. Osobiście spodobał mi się ten zabieg i moje obawy, że będzie mi to przeszkadzać nie zostały spełnione. 



Bohaterowie


     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani i każdy wyróżnia się czymś innym. Ja mam swoich faworytów, którym kibicowałam już od momentu, gdy się pojawili, ale jest też grupa osób, które z chęcią bym wybiła bez chwili zwątpienia. Po prostu do niektórych pałałam taką nienawiścią jak do Joffrey'a z Gry o Tron. A jemu życzyłam śmierci z każdym spojrzeniem na niego. Serio. 

     Bardzo podobała mi się przemiana głównych bohaterów - zwłaszcza Lwa, który zawładnął mym sercem. Choć łatwo wytrącić go z równowagi, a do tego jest wybuchowy i daje się ponieść emocjom, okazuje się, że potrafi też być czuły, kochany i nie myśleć tylko o sobie. Wszystko obraca w żart, a ja mam wrażenie, że idzie przez życia z myślą "po co płakać, jak można się śmiać?". Moja ulubiona scena Lwa i jego Milady to moment, kiedy przesyłają sobie liściki. To było takie urocze, a moja reakcja to jedno, krótkie "ooo...".


Klątwa przeznaczenia, czytam bo polskie, polskie fantasy, książka,

     Czytając "Klątwę..." nie ma okazji by się nudzić, ciągle coś się dzieje, a jak już odkładacie książkę, to uwierzcie, że od razu będziecie tego żałować, bo wasze myśli nadal pozostaną w tym wykreowanym świecie. Ja tak miałam - niby robiłam sobie przerwy od czytania, ale trudno było skupić mi się na czymś innym, bo wciąż w mojej głowie były pytania typu co się tam dzieje?, dlaczego to zrobiłeś Severo?, co będzie potem? itd.

     Autorki nieźle zabawiły się moimi uczuciami. Był taki jeden moment, kiedy to w ciągu zaledwie 10 stron moje serce ledwo wytrzymało. Doznałam tylu emocji i to tak skrajnych - od mega złości, nazywania kogoś niezbyt pozytywnymi określeniami, przez ulgę, dumę i szczęście, że ktoś wreszcie da nauczkę wcześniej wspomnianej osobie, aż po szok odnoście tego, co się właśnie wydarzyło. Po prostu jak już zaczęłam czytać i się wkręciłam, to przeżywałam wszystko razem z bohaterami. I nie zliczę ile to razy miałam ochotę krzyczeć ze szczęścia lub złości.

Klątwa przeznaczenia, czytam bo polskie, polskie fantasy, książka,

     Im byłam bliżej końca, tym szybciej chciałam czytać. Nie dlatego, że książka jest zła, a ja chciałam mieć ją już z głowy. Wręcz przeciwnie! Z każdą kolejną stroną napięcie rosło, a pytania "co będzie dalej?" prawie nie opuszczały moich myśli. A końcówka? Tak się nie robi! Końcówka rozbiła mojej serce, a ostatnie zdania załamały. Po prostu nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Siedziałam i wpatrywałam się w trzy ostatnie litery: CDN.




     "Klątwa przeznaczenia" to genialna opowieść, która wciąga od pierwszych stron i trudno się oderwać. Zdecydowanie jest to książka dla starszych czytelników, barwne opisy mieszają się tu z tymi brutalnymi. Myślę, że miłośnicy klimatów Gry o tron będą zadowoleni z lektury. Jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności poznać tej książki, to musicie to nadrobić, jak najszybciej! 


Słyszeliście o tej książce?
A może mieliście już okazję przeczytać "Klątwę..."?



Psst.. by Was troszkę może zachęcić daję znać, że na poniższej stronie znajduje się darmowy fragment. I to całkiem spory. 😉

Przeczytaj za darmo








Mój pierwszy BookAThon - podsumowanie i wrażenia

Mój pierwszy BookAThon - podsumowanie i wrażenia

     Nigdy wcześniej nie brałam udziału w bookathonie i w tym roku nadeszła pora na zmianę. Uznałam, że spróbować mogę, planów na poprzedni tydzień za dużych nie miałam, więc czasu na czytanie pod dostatkiem. Spisałam kategorie, wybrałam książki i czekałam aż nadejdzie poniedziałek, a razem z nim początek maratonu czytelniczego. Zabrałam się za pierwszy tytuł - "Życie Pi", przeczytałam 100 stron, ale.. no właśnie! I tu pojawia się małe ale, bo plany się zmieniły.

bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Planowałam siedzieć cały tydzień z książką w ręku i starać się przeczytać każdy tytuł, jaki sobie przygotowałam. W rzeczywistości wyszło inaczej, bo każdego dnia wypadało coś innego. Skończyło się na tym, że przeczytałam jedną książkę w całości, dwie do połowy, a reszty w ogóle nie ruszyłam. Ale zacznijmy od początku - mój bookathonowy stosik prezentował się tak, jak na zdjęciu poniżej.

bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Odpuściłam sobie kategorię zła książka, bo jakoś nie miałam pomysłu, a nie chciałam czytać czegoś słabego. (Skrycie liczyłam, że jedna z wybranych okaże się zła i będzie po kłopocie 😅)

Książka przeczytana w całości


bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Już jakiś czas temu chciałam zapoznać się z tym tytułem, bo zaciekawił mnie opis. Widząc kategorię książka poruszająca temat tabu od razu na myśl przyszedł mi reportaż Marty Abramowicz. Lektura wciągająca, mocna i otwierająca oczy. Przynajmniej u mnie tak było, bo tematem byłych zakonnic nigdy się nie interesowałam. Wciągnęła mnie i trudno było odłożyć na bok, a emocje - złość, niedowierzanie, smutek - towarzyszyły mi prawie przez cały czas. "Zakonnice odchodzą po cichu" nie jest lekką książką i zdaję sobie sprawę, że nie jest także dla każdego.


Książki przeczytane do połowy


bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Swoje wyzwanie rozpoczęłam od "Życia Pi" licząc na szybką i przyjemną lekturę. Troszkę mi się ciągnęła, a po trzech dniach porzuciłam i zabrałam się za inny tytuł. Pewnie z czasem by się rozkręciło i byłoby lepiej. Uznałam, że jeszcze kiedyś nadrobię tę książkę, bo na pewno nie chcę jej skreślić tak od razu.
     Kolejna książka przeczytana do połowy to "Dawca", którego nie skończyłam czytać z jednego powodu - brakło mi czasu. Skończę ją jednak na dniach, no ale do maratonu dopisać jej już nie mogę. Na pewno na Instagramie (@la.lua) dam Wam krótko znać, co o niej myślę.


Książki, których nie zaczęłam


bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

    Zdecydowałam się na "Zjawę", bo nie wiedziałam, jaką książkę mogę przyporządkować pod ekranizację. Chciałam "Osobliwy dom pani Peregrine", ale akurat wszystkie egzemplarze były wypożyczone w bibliotekach. Nie jestem teraz pewna czy kiedykolwiek zapoznam się z akurat tym utworem Michaela Punke'a. Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki czy też filmu. Może z czasem się to zmieni.
     Jeśli chodzi o "Graficzną podróż", to już kiedyś ją zaczęłam i nawet skończyłam. Uwielbiam Rudego, więc książka o nim musiała być świetna. Wybrałam ją do bookathonu, bo tak naprawdę, to była jedna biografia, jaką miałam pod ręką.




     Moja pierwsza próba z bookathonem nie wyszła za dobrze, ale nie załamuję się. W kolejnym takim maratonie na pewno wezmę udział i mam nadzieję, że kategorie bardziej mi podpadną do gustu, bo tym razem miałam mały problem z wyborem książek. Mimo wszystko to była fajna zabawa, choć mało w niej uczestniczyłam.

A Wy braliście udział w BookAThonie?
Jak Wam poszło? 




Książki, kwiaty i bokeh - dużo ładnych zdjęć z maja i czerwca

Książki, kwiaty i bokeh - dużo ładnych zdjęć z maja i czerwca

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

     W maju pod napływem pięknych kwiatów zrobiłam sporo zdjęć. Jest ich tak dużo, że aż nie nadążam wstawiać ich na mój profil na Instagramie, bo ciągle dochodzą nowe. Efekt końcowy bardzo mi się podoba i nie chciałam, by zdjęcia zostały pochowane po folderach i zapomniane. Chcę się nimi podzielić, a może i nawet pochwalić, więc wybrałam dla Was te najlepsze. Dlatego też dziś będzie sporo (mam nadzieję) ładnych zdjęć. Miłego oglądania! 😉

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

Bez jest śliczny, łatwo można go znaleźć, pięknie pachnie i cudowanie wychodzi na zdjęciach, prawda?

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

     Uwielbiam to, jak fajnie wyszedł efekt bokeh na tych zdjęciach. Na takie coś skrycie liczyłam i jestem bardzo szczęśliwa, że się udało. Ogólnie to ten zbiór fotek świetnie opisuje mój maj - pełno bzu i innych kwiatów, dużo książek oraz zdjęć i słuchanie Rudego. Chciałam wybrać moje ulubione zdjęcie, ale poddałam się, bo nie mogę zdecydować. Każde mi się podoba!

A czy Wam wpadło któreś w oko?
Koniecznie dajcie znać, które wyszło najlepiej 😉




"66 dusz", czyli o tym, jak człowiek chciał oszukać diabła

"66 dusz", czyli o tym, jak człowiek chciał oszukać diabła

     "66 dusz" to tytuł dość intrygujący - kiedy tylko go znalazłam, musiałam przeczytać szczegóły. Zapoznałam się z nimi i już wiedziałam, że muszę mieć tę książkę w swojej kolekcji. Bardzo się ucieszyłam z wiadomości, jaką dostałam od autora - okazało się, że moje małe marzenie o tej powieści zostanie spełnione. Kilka dni później książka była już u mnie. I wiecie co Wam powiem? Moja wewnętrzna okładkowa sroka skakała z radości! No bo spójrzcie tylko na poniższe zdjęcia i powiedzcie, że Was nie zaintrygowały. O czym jednak jest ta książka z tak tajemniczym tytułem i piękną okładką?


     Pewnego dnia papież Rodrigo VI rozgrywa swoją coroczną partyjkę pokera z Levim Nathanem. Jako że ten drugi to wcielenie szatana na ziemi, papież przegrywa dość cenny artefakt - Srebrne Lustro. Rzecz z pomocą której można dokonywać czynów wyjątkowych. Takich, o których słyszy się tylko w filmach, bądź czyta w książkach. Głowa Kościoła chce jednak dyskretnie naprawić swoją porażkę. Do pomocy wynajmuje grupę zawodowych łowców nagród, by odzyskali Lustro. Lider zespołu - Laurent Durentius - jest przebiegły i stara się oszukać Nathana. Jednak nie na długo. Władca piekieł nie da sobą pomiatać, więc w pościg za złodziejami posyła śmierć w ludzkiej postaci - Dana McAbre'a. I tak rozpoczyna się pełna przygód historia o człowieku, który chciał oszukać samego diabła.



     Wiecie może cokolwiek na temat postaci Jana Twardowskiego? To ten, co w legendach na wielkim kogucie jeździł, by na końcu na Księżycu wylądować. Dlaczego o to pytam? Ponieważ to ta właśnie legenda jest inspiracją do niektórych wątków powieści. W tych starych historiach pan ten oszukał diabła podpisując z nim cyrograf, na mocy którego duszę Twardowskiego diabeł może zabrać jedynie w jednym konkretnym miejscu. To samo dzieje się i w książce. A nazwisko lidera poszukiwaczy skarbów? Laurentius Dhur to z łaciny Durentius - niektórzy twierdzą z kolei, że to oryginalne nazwisko bohatera tej legendy. Jest jeszcze sprawa Srebrnego Lustra, które istnieje naprawdę, choć my kojarzyć je możemy jako Lustro Twardowskiego, które przechowywane jest do dziś w kościele w Węgrowie. Ja legendy do tej pory nie znałam, bądź nie pamiętałam, a o powiązaniu z książką dowiedziałam się dopiero po fakcie. 😅 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Akcja "66 dusz" zaczyna się 20 lat po podpisaniu przez Laurenta wcześniej wspomnianego cyrografu. Na początku mamy dość zabawną scenę w pizzerii, kiedy to poznajemy dwóch chłopaków z ambitnym planem zarobku. Jednak niezaplanowany i spontaniczny napad na bank z góry był skazany na niepowodzenie. Tam na miejscu pojawiają się kolejne postacie. Fajne w tej książce jest to, że wydarzenia opisywane są z perspektyw kilku różnych osób, a mimo wszystko nadal jest to spójne i dobrze się czyta. Nie tylko narracja jest tak podzielona, ale i czas. Chodzi mi o to, że przeplatane są wydarzenia teraźniejsze z tym, co działo się te 20 lat wcześniej. Powoduje to, że nie poznajemy od razu całej historii Durentiusa i jego bandy, ale stopniowo te informacje są dla nas dawkowane. Dwie akcje równocześnie - przeszłe wydarzenia i teraźniejsze - są opisane w tak genialny sposób, że nie sposób oderwać się od lektury. Fragmenty są krótkie, ale przerwane w najlepszych momentach, a to powoduje, iż od razu czytasz następne akapity, by dowiedzieć się co jest dalej.

     Bohaterowie w książce są specyficzni i nie wszystkich możecie polubić od samego początku. Każdy z nich wyróżnia się czymś innym. Podoba mi się poczucie humoru w tej książce, choć nie jestem przekonana do takiej wizji papieża i nadal w zasadzie nie wiem, co o nim myśleć. Sama postać śmierci też zasługuje na uwagę. Dan McAbre to osoba, która idzie po trupach do celu i nikt go nie powstrzyma. I to dosłownie! W tej książce aż roi się od zmarłych zabitych przez śmierć w ludzkiej postaci. Swoją drogą - nieźle dobrane nazwisko. Przeczytajcie je na głos i powiedźcie, z czym Wam się od razu skojarzyło? U mnie to od razu było danse macabre, czyli taniec śmierci. 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Książka "66 dusz" jest fajną lekturą na kilka dni - nie czyta się bardzo szybko, bo akcja rozkręca się stopniowo, ale mimo wszystko wciąga i trudno odłożyć na bok. U mnie skończenie jej zajęło około pół tygodnia. Był to czas spędzony przyjemnie i dodatkowo z pewną dawką śmiechu. Styl pisania autora jest specyficzny, trochę wulgarny, ale zabawny. Zdaję sobie sprawę, że takie chamskie docinki nie każdemu się spodobają, ale jak dla mnie były dobrze sformułowane. Dialogi i żarty były naturalnie wplecione, co jest dużym plusem w porównaniu z tym, co czasami zdarza się znaleźć w jakiejś innej książce - słabe poczucie humoru, po którym nie wiesz czy się śmiać z rozbawienia czy z zażenowania. 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Inspiracja polską legendą, gra słów, specyficzne poczucie humoru i akcja to zdecydowanie zalety tej książki i czynniki, które zadecydowały o moim uwielbieniu jej. Gdybym tylko wiedziała o tych nawiązaniach, to czytałabym z jeszcze większą chęcią. To jednak niczego nie zmienia i bardzo się cieszę, że posiadam "66 dusz" w swojej kolekcji. A jeśli Wy lubicie książki, gdzie jest trochę akcji i szczypta dobrego czarnego humoru, to ten tytuł powinien Wam się spodobać.  😉


Czytaliście może "66 dusz"?
Lubicie takie książki z nawiązaniem do starych legend? 



Psst.. zdradzę Wam jeszcze mały sekret! W rozmowie z autorem dowiedziałam się, że planowana jest kolejna część - także inspirowana inną legendą. Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać. 😄




5 seriali idealnych na letnie wieczory

5 seriali idealnych na letnie wieczory

     Ostatnio mamy bardzo piękną pogodę, więc pewnie zamiast siedzieć przed laptopem czy też telewizorem, lepiej wyjść na dwór i cieszyć się ciepłymi dniami. Spacer, wycieczki, rower, rolki - każde zajęcie na świeżym powietrzu wskazane. Ale jeśli już zmęczycie się jazdą na rowerze i będziecie chcieli odpocząć w domowym zaciszu, to może zainteresuje Was temat seriali? Z okazji tak pięknej pogody, wybrałam dla Was 5 seriali idealnych na taką właśnie porę.

seriale, lato, co oglądać, fajne seriale, kwiaty

Jakie seriale najlepsze na ciepłe dni?


     W ciepłe dni możemy oglądać oczywiście każdy serial, jaki tylko dusza zapragnie. Ja jednak w tym cieplejszym okresie częściej wybieram lekkie seriale. Takie, na których nie trzeba za bardzo myśleć, skupiać się na fabule, ale można na spokojnie śledzić to, co dzieje się na ekranie. Zazwyczaj są to sitcomy, bo dodatkowo można się pośmiać, a fabuła nigdy nie jest skomplikowana. 

5 seriali do obejrzenia w ciepłe dni

  • Lucifer
  • iZombie
  • Two and Half Men
  • Superstore
  • The Big Bang Theory 

     Listę rozpoczyna serial "Lucifer", który podbił moje serce już od samego początku. Opowiada losy Władcy Piekieł, którego znudziło dotychczasowe miejsce pobytu i postanowił przenieść się na Ziemię. Tu ma swój własny klub i zaczyna pomagać pewnej Pani Detektyw przy rozwiązywaniu spraw morderstw. Tytułowy bohater ma genialne poczucie humoru, jest uroczy, a akcent aktora rozkochuje w sobie od pierwszej chwili, gdy tylko się go usłyszy. W serialu może i pojawiają się morderstwa, ale nie są one głównym i jedynym wątkiem. Dzięki temu "Lucifer" jest lekkim serialem z ciekawym głównym bohaterem, ale i też genialnie wykreowanymi postaciami drugoplanowymi. 

      Następny serial to "iZombie", czyli znów lekka i zabawna produkcja o Liv, która po jednej z imprez obudziła się jako.. zombie. Teraz musi poradzić sobie w świecie, gdzie utrzymanie takiej osobowości należy zachować w tajemnicy. Na szczęście pracując w kostnicy sprawę pożywienia ma ułatwioną. 😅 Co wyróżnia ten serial? Fakt, że po zjedzeniu takiego móżdżka (swoją drogą to niezłe dania z nich robi ta Liv) dziewczyna ma wizję ostatnich chwil życia właścicieli zjedzonego narządu. Dzięki temu kobieta zaczyna pomagać w śledztwach. Znów zabójstwa, ale tak jak w przypadku poprzedniego serialu - nadal jest to lekki i zabawny twór.

seriale, lato, co oglądać, jakie seriale wybrać, kwiaty, kubek, książkoholik
    Trzy kolejne punkty to już typowe sitcomy - zabawne odmóżdżacze na zabicie czasu i typowy relaks. Z tej trójki moim ulubionym jest The Big Bang Theory - już nie mogę się doczekać kolejnego sezonu. Zwłaszcza po takim zakończeniu! 💗 Akcja Superstore dzieje się w wielkim markecie, bohaterowie są specyficzni, ale można się nieźle pośmiać. Mam jeszcze kilka odcinków do nadrobienia, ale myślę, że już teraz mogę Wam polecić - przynajmniej pierwszy sezon i prawie cały drugi. Jeśli chodzi o Two and Half Men to kochałam ten serial do pewnego momentu. Obejrzałam 8 sezonów z wielkim zapałem i zakochałam się w nim, ale kiedy to mój faworyt został usunięty z produkcji i zastąpiony kimś innym - meh, jakoś już nie miałam takiej ochoty na oglądanie. Ale te pierwsze sezony, które obejrzałam polecam z całego serca. Dalej nie wiem, co się dzieje, więc już nie ręczę. 😜



     Seriale to moja kolejna miłość do rzeczy martwych (zaraz po książkach oraz dobrym jedzeniu) i wiem, że mogłabym Wam kilka dodatkowych wymienić. Jeśli jesteście ciekawi, co jeszcze polecam, to sprawdźcie koniecznie wpis z poprzedniego roku o serialach do nadrobienia w wakacje [klik] oraz listę sześciu seriali, które za szybko zostały usunięte [klik].


Znacie, któryś serial z listy?
A co Wy polecacie do oglądania w ciepłe dni?




Przedpremierowa wizyta w "Ogrodzie małych kroków" Abbi Waxman

Przedpremierowa wizyta w "Ogrodzie małych kroków" Abbi Waxman

     Kiedy ostatnio nadarzyła się okazja, by przedpremierowo przeczytać "Ogród małych kroków" z wielką chęcią skorzystałam i jestem zadowolona, że wszystko się udało. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale w tym wypadku muszę przyznać, że sięgnęłam po nią głównie z tego względu. Czy to była jednak dobra decyzja, by tak pochopnie zabrać się za książkę? 

przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     Lily, główna bohaterka książki, prawie cztery lata temu straciła męża w wypadku samochodowym kilka metrów od domu. Bardzo trudno było jej się pogodzić ze śmiercią ukochanego, a przez to wydarzenie kobieta ograniczyła swoje kontakty głównie do dwóch małych córek i siostry. Wszystko się zmienia, kiedy zostaje wysłana z pracy na kurs ogrodnictwa, który ma pomóc jej z nowym zadaniem. Okazuje się, że Lily na tym kursie nie tylko odkryje tajemnice pielęgnacji roślin, ale i zyska coś więcej.


przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     "Ogród małych kroków" to urocza i zabawna książka, która bardzo wciąga. Napisana jest lekkim stylem, dzięki czemu szybko się ją czyta. U mnie wystarczyło trochę ponad dzień, a książka była już skończona. Zaczęłam ją czytać w wannie i tak się wciągnęłam, że nawet nie zauważyłam, kiedy woda zrobiła się lodowata. Potem czytałam do bardzo późna, a wiecie, co zrobiłam zaraz po przebudzeniu? Sięgnęłam po nią znów! Tylko po to, by dokończyć te 100 stron, które zostało. Gdy przeczytałam ostatnie zdanie, zrobiło mi się smutno, że to już koniec. Przez ten czas zdążyłam zżyć się z bohaterami i nawet nie pojawiła się osoba, której bym nie lubiła. Miło dla odmiany nie denerwować się na jakiegoś bohatera i nie mieć ochoty rzucać książką (tak jak to było z "Nothing more"). Moją faworytką jest siostra głównej bohaterki, czyli Rachel. Jej specyficzne poczucie humoru, rozrywkowość i szalone pomysły są genialnym połączeniem.   

     Cieszę się, że wątek miłosny w tej książce, nie jest głównym tematem, tylko rozwija się gdzieś na poboczu. Nie razi za bardzo po oczach i w zasadzie czytelnik nie jest pewien, jak to wszystko się potoczy. Podoba mi się także to, jak autorka pokazała, by nie oceniać ludzi już na samym początku, bo potem, przy bliższym poznaniu, możemy nieźle się zdziwić.  

     Fajnym elementem książki są krótkie porady znajdujące się między rozdziałami. Dotyczą ogrodnictwa, a dokładnie tego jak dbać o rośliny, by te odwdzięczyły się dobrymi plonami. Wszystko to jest ozdobione uroczymi grafikami głównie warzyw, jakie są omawiane. Gdybym tylko nie mieszkała w bloku i miała kawałeczek ziemi, to sama bym się skusiła na skorzystanie z niektórych wskazówek, by sprawdzić, czy działają. 😅 

przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     Czytanie "Ogrodu..." było przyjemnym doświadczeniem. Bardzo miło spędziłam czas z tą książką, pokochałam bohaterów, a nawet śmiałam się z ich żartów. Abbi Waxman pokazała, że pierwsze wrażenia są mylące, a żałobę po stracie bliskich każdy przechodzi w innym czasie. Lecz najważniejsze jest, że to co nas uszczęśliwia możemy znaleźć w każdym miejscu - nawet na przymusowym kursie ogrodnictwa. 😉 Książkę z wielką chęcią polecam i mam nadzieję, że i Wam się spodoba. Premiera już na początku czerwca.

Słyszeliście o tej książce?
Czekacie na premierę?

Sprawdźcie, czy Wam się spodoba czytając>> darmowy fragment <<





Copyright © 2017 Borenium - Books and good tea , Blogger
|| Dostosowanie: Klaudia