Książki, kwiaty i bokeh - dużo ładnych zdjęć z maja i czerwca

Książki, kwiaty i bokeh - dużo ładnych zdjęć z maja i czerwca

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

     W maju pod napływem pięknych kwiatów zrobiłam sporo zdjęć. Jest ich tak dużo, że aż nie nadążam wstawiać ich na mój profil na Instagramie, bo ciągle dochodzą nowe. Efekt końcowy bardzo mi się podoba i nie chciałam, by zdjęcia zostały pochowane po folderach i zapomniane. Chcę się nimi podzielić, a może i nawet pochwalić, więc wybrałam dla Was te najlepsze. Dlatego też dziś będzie sporo (mam nadzieję) ładnych zdjęć. Miłego oglądania! 😉

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

Bez jest śliczny, łatwo można go znaleźć, pięknie pachnie i cudowanie wychodzi na zdjęciach, prawda?

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

     Uwielbiam to, jak fajnie wyszedł efekt bokeh na tych zdjęciach. Na takie coś skrycie liczyłam i jestem bardzo szczęśliwa, że się udało. Ogólnie to ten zbiór fotek świetnie opisuje mój maj - pełno bzu i innych kwiatów, dużo książek oraz zdjęć i słuchanie Rudego. Chciałam wybrać moje ulubione zdjęcie, ale poddałam się, bo nie mogę zdecydować. Każde mi się podoba!

A czy Wam wpadło któreś w oko?
Koniecznie dajcie znać, które wyszło najlepiej 😉




"66 dusz", czyli o tym, jak człowiek chciał oszukać diabła

"66 dusz", czyli o tym, jak człowiek chciał oszukać diabła

     "66 dusz" to tytuł dość intrygujący - kiedy tylko go znalazłam, musiałam przeczytać szczegóły. Zapoznałam się z nimi i już wiedziałam, że muszę mieć tę książkę w swojej kolekcji. Bardzo się ucieszyłam z wiadomości, jaką dostałam od autora - okazało się, że moje małe marzenie o tej powieści zostanie spełnione. Kilka dni później książka była już u mnie. I wiecie co Wam powiem? Moja wewnętrzna okładkowa sroka skakała z radości! No bo spójrzcie tylko na poniższe zdjęcia i powiedzcie, że Was nie zaintrygowały. O czym jednak jest ta książka z tak tajemniczym tytułem i piękną okładką?


     Pewnego dnia papież Rodrigo VI rozgrywa swoją coroczną partyjkę pokera z Levim Nathanem. Jako że ten drugi to wcielenie szatana na ziemi, papież przegrywa dość cenny artefakt - Srebrne Lustro. Rzecz z pomocą której można dokonywać czynów wyjątkowych. Takich, o których słyszy się tylko w filmach, bądź czyta w książkach. Głowa Kościoła chce jednak dyskretnie naprawić swoją porażkę. Do pomocy wynajmuje grupę zawodowych łowców nagród, by odzyskali Lustro. Lider zespołu - Laurent Durentius - jest przebiegły i stara się oszukać Nathana. Jednak nie na długo. Władca piekieł nie da sobą pomiatać, więc w pościg za złodziejami posyła śmierć w ludzkiej postaci - Dana McAbre'a. I tak rozpoczyna się pełna przygód historia o człowieku, który chciał oszukać samego diabła.



     Wiecie może cokolwiek na temat postaci Jana Twardowskiego? To ten, co w legendach na wielkim kogucie jeździł, by na końcu na Księżycu wylądować. Dlaczego o to pytam? Ponieważ to ta właśnie legenda jest inspiracją do niektórych wątków powieści. W tych starych historiach pan ten oszukał diabła podpisując z nim cyrograf, na mocy którego duszę Twardowskiego diabeł może zabrać jedynie w jednym konkretnym miejscu. To samo dzieje się i w książce. A nazwisko lidera poszukiwaczy skarbów? Laurentius Dhur to z łaciny Durentius - niektórzy twierdzą z kolei, że to oryginalne nazwisko bohatera tej legendy. Jest jeszcze sprawa Srebrnego Lustra, które istnieje naprawdę, choć my kojarzyć je możemy jako Lustro Twardowskiego, które przechowywane jest do dziś w kościele w Węgrowie. Ja legendy do tej pory nie znałam, bądź nie pamiętałam, a o powiązaniu z książką dowiedziałam się dopiero po fakcie. 😅 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Akcja "66 dusz" zaczyna się 20 lat po podpisaniu przez Laurenta wcześniej wspomnianego cyrografu. Na początku mamy dość zabawną scenę w pizzerii, kiedy to poznajemy dwóch chłopaków z ambitnym planem zarobku. Jednak niezaplanowany i spontaniczny napad na bank z góry był skazany na niepowodzenie. Tam na miejscu pojawiają się kolejne postacie. Fajne w tej książce jest to, że wydarzenia opisywane są z perspektyw kilku różnych osób, a mimo wszystko nadal jest to spójne i dobrze się czyta. Nie tylko narracja jest tak podzielona, ale i czas. Chodzi mi o to, że przeplatane są wydarzenia teraźniejsze z tym, co działo się te 20 lat wcześniej. Powoduje to, że nie poznajemy od razu całej historii Durentiusa i jego bandy, ale stopniowo te informacje są dla nas dawkowane. Dwie akcje równocześnie - przeszłe wydarzenia i teraźniejsze - są opisane w tak genialny sposób, że nie sposób oderwać się od lektury. Fragmenty są krótkie, ale przerwane w najlepszych momentach, a to powoduje, iż od razu czytasz następne akapity, by dowiedzieć się co jest dalej.

     Bohaterowie w książce są specyficzni i nie wszystkich możecie polubić od samego początku. Każdy z nich wyróżnia się czymś innym. Podoba mi się poczucie humoru w tej książce, choć nie jestem przekonana do takiej wizji papieża i nadal w zasadzie nie wiem, co o nim myśleć. Sama postać śmierci też zasługuje na uwagę. Dan McAbre to osoba, która idzie po trupach do celu i nikt go nie powstrzyma. I to dosłownie! W tej książce aż roi się od zmarłych zabitych przez śmierć w ludzkiej postaci. Swoją drogą - nieźle dobrane nazwisko. Przeczytajcie je na głos i powiedźcie, z czym Wam się od razu skojarzyło? U mnie to od razu było danse macabre, czyli taniec śmierci. 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Książka "66 dusz" jest fajną lekturą na kilka dni - nie czyta się bardzo szybko, bo akcja rozkręca się stopniowo, ale mimo wszystko wciąga i trudno odłożyć na bok. U mnie skończenie jej zajęło około pół tygodnia. Był to czas spędzony przyjemnie i dodatkowo z pewną dawką śmiechu. Styl pisania autora jest specyficzny, trochę wulgarny, ale zabawny. Zdaję sobie sprawę, że takie chamskie docinki nie każdemu się spodobają, ale jak dla mnie były dobrze sformułowane. Dialogi i żarty były naturalnie wplecione, co jest dużym plusem w porównaniu z tym, co czasami zdarza się znaleźć w jakiejś innej książce - słabe poczucie humoru, po którym nie wiesz czy się śmiać z rozbawienia czy z zażenowania. 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Inspiracja polską legendą, gra słów, specyficzne poczucie humoru i akcja to zdecydowanie zalety tej książki i czynniki, które zadecydowały o moim uwielbieniu jej. Gdybym tylko wiedziała o tych nawiązaniach, to czytałabym z jeszcze większą chęcią. To jednak niczego nie zmienia i bardzo się cieszę, że posiadam "66 dusz" w swojej kolekcji. A jeśli Wy lubicie książki, gdzie jest trochę akcji i szczypta dobrego czarnego humoru, to ten tytuł powinien Wam się spodobać.  😉


Czytaliście może "66 dusz"?
Lubicie takie książki z nawiązaniem do starych legend? 



Psst.. zdradzę Wam jeszcze mały sekret! W rozmowie z autorem dowiedziałam się, że planowana jest kolejna część - także inspirowana inną legendą. Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać. 😄




5 seriali idealnych na letnie wieczory

5 seriali idealnych na letnie wieczory

     Ostatnio mamy bardzo piękną pogodę, więc pewnie zamiast siedzieć przed laptopem czy też telewizorem, lepiej wyjść na dwór i cieszyć się ciepłymi dniami. Spacer, wycieczki, rower, rolki - każde zajęcie na świeżym powietrzu wskazane. Ale jeśli już zmęczycie się jazdą na rowerze i będziecie chcieli odpocząć w domowym zaciszu, to może zainteresuje Was temat seriali? Z okazji tak pięknej pogody, wybrałam dla Was 5 seriali idealnych na taką właśnie porę.

seriale, lato, co oglądać, fajne seriale, kwiaty

Jakie seriale najlepsze na ciepłe dni?


     W ciepłe dni możemy oglądać oczywiście każdy serial, jaki tylko dusza zapragnie. Ja jednak w tym cieplejszym okresie częściej wybieram lekkie seriale. Takie, na których nie trzeba za bardzo myśleć, skupiać się na fabule, ale można na spokojnie śledzić to, co dzieje się na ekranie. Zazwyczaj są to sitcomy, bo dodatkowo można się pośmiać, a fabuła nigdy nie jest skomplikowana. 

5 seriali do obejrzenia w ciepłe dni

  • Lucifer
  • iZombie
  • Two and Half Men
  • Superstore
  • The Big Bang Theory 

     Listę rozpoczyna serial "Lucifer", który podbił moje serce już od samego początku. Opowiada losy Władcy Piekieł, którego znudziło dotychczasowe miejsce pobytu i postanowił przenieść się na Ziemię. Tu ma swój własny klub i zaczyna pomagać pewnej Pani Detektyw przy rozwiązywaniu spraw morderstw. Tytułowy bohater ma genialne poczucie humoru, jest uroczy, a akcent aktora rozkochuje w sobie od pierwszej chwili, gdy tylko się go usłyszy. W serialu może i pojawiają się morderstwa, ale nie są one głównym i jedynym wątkiem. Dzięki temu "Lucifer" jest lekkim serialem z ciekawym głównym bohaterem, ale i też genialnie wykreowanymi postaciami drugoplanowymi. 

      Następny serial to "iZombie", czyli znów lekka i zabawna produkcja o Liv, która po jednej z imprez obudziła się jako.. zombie. Teraz musi poradzić sobie w świecie, gdzie utrzymanie takiej osobowości należy zachować w tajemnicy. Na szczęście pracując w kostnicy sprawę pożywienia ma ułatwioną. 😅 Co wyróżnia ten serial? Fakt, że po zjedzeniu takiego móżdżka (swoją drogą to niezłe dania z nich robi ta Liv) dziewczyna ma wizję ostatnich chwil życia właścicieli zjedzonego narządu. Dzięki temu kobieta zaczyna pomagać w śledztwach. Znów zabójstwa, ale tak jak w przypadku poprzedniego serialu - nadal jest to lekki i zabawny twór.

seriale, lato, co oglądać, jakie seriale wybrać, kwiaty, kubek, książkoholik
    Trzy kolejne punkty to już typowe sitcomy - zabawne odmóżdżacze na zabicie czasu i typowy relaks. Z tej trójki moim ulubionym jest The Big Bang Theory - już nie mogę się doczekać kolejnego sezonu. Zwłaszcza po takim zakończeniu! 💗 Akcja Superstore dzieje się w wielkim markecie, bohaterowie są specyficzni, ale można się nieźle pośmiać. Mam jeszcze kilka odcinków do nadrobienia, ale myślę, że już teraz mogę Wam polecić - przynajmniej pierwszy sezon i prawie cały drugi. Jeśli chodzi o Two and Half Men to kochałam ten serial do pewnego momentu. Obejrzałam 8 sezonów z wielkim zapałem i zakochałam się w nim, ale kiedy to mój faworyt został usunięty z produkcji i zastąpiony kimś innym - meh, jakoś już nie miałam takiej ochoty na oglądanie. Ale te pierwsze sezony, które obejrzałam polecam z całego serca. Dalej nie wiem, co się dzieje, więc już nie ręczę. 😜



     Seriale to moja kolejna miłość do rzeczy martwych (zaraz po książkach oraz dobrym jedzeniu) i wiem, że mogłabym Wam kilka dodatkowych wymienić. Jeśli jesteście ciekawi, co jeszcze polecam, to sprawdźcie koniecznie wpis z poprzedniego roku o serialach do nadrobienia w wakacje [klik] oraz listę sześciu seriali, które za szybko zostały usunięte [klik].


Znacie, któryś serial z listy?
A co Wy polecacie do oglądania w ciepłe dni?




Przedpremierowa wizyta w "Ogrodzie małych kroków" Abbi Waxman

Przedpremierowa wizyta w "Ogrodzie małych kroków" Abbi Waxman

     Kiedy ostatnio nadarzyła się okazja, by przedpremierowo przeczytać "Ogród małych kroków" z wielką chęcią skorzystałam i jestem zadowolona, że wszystko się udało. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale w tym wypadku muszę przyznać, że sięgnęłam po nią głównie z tego względu. Czy to była jednak dobra decyzja, by tak pochopnie zabrać się za książkę? 

przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     Lily, główna bohaterka książki, prawie cztery lata temu straciła męża w wypadku samochodowym kilka metrów od domu. Bardzo trudno było jej się pogodzić ze śmiercią ukochanego, a przez to wydarzenie kobieta ograniczyła swoje kontakty głównie do dwóch małych córek i siostry. Wszystko się zmienia, kiedy zostaje wysłana z pracy na kurs ogrodnictwa, który ma pomóc jej z nowym zadaniem. Okazuje się, że Lily na tym kursie nie tylko odkryje tajemnice pielęgnacji roślin, ale i zyska coś więcej.


przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     "Ogród małych kroków" to urocza i zabawna książka, która bardzo wciąga. Napisana jest lekkim stylem, dzięki czemu szybko się ją czyta. U mnie wystarczyło trochę ponad dzień, a książka była już skończona. Zaczęłam ją czytać w wannie i tak się wciągnęłam, że nawet nie zauważyłam, kiedy woda zrobiła się lodowata. Potem czytałam do bardzo późna, a wiecie, co zrobiłam zaraz po przebudzeniu? Sięgnęłam po nią znów! Tylko po to, by dokończyć te 100 stron, które zostało. Gdy przeczytałam ostatnie zdanie, zrobiło mi się smutno, że to już koniec. Przez ten czas zdążyłam zżyć się z bohaterami i nawet nie pojawiła się osoba, której bym nie lubiła. Miło dla odmiany nie denerwować się na jakiegoś bohatera i nie mieć ochoty rzucać książką (tak jak to było z "Nothing more"). Moją faworytką jest siostra głównej bohaterki, czyli Rachel. Jej specyficzne poczucie humoru, rozrywkowość i szalone pomysły są genialnym połączeniem.   

     Cieszę się, że wątek miłosny w tej książce, nie jest głównym tematem, tylko rozwija się gdzieś na poboczu. Nie razi za bardzo po oczach i w zasadzie czytelnik nie jest pewien, jak to wszystko się potoczy. Podoba mi się także to, jak autorka pokazała, by nie oceniać ludzi już na samym początku, bo potem, przy bliższym poznaniu, możemy nieźle się zdziwić.  

     Fajnym elementem książki są krótkie porady znajdujące się między rozdziałami. Dotyczą ogrodnictwa, a dokładnie tego jak dbać o rośliny, by te odwdzięczyły się dobrymi plonami. Wszystko to jest ozdobione uroczymi grafikami głównie warzyw, jakie są omawiane. Gdybym tylko nie mieszkała w bloku i miała kawałeczek ziemi, to sama bym się skusiła na skorzystanie z niektórych wskazówek, by sprawdzić, czy działają. 😅 

przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     Czytanie "Ogrodu..." było przyjemnym doświadczeniem. Bardzo miło spędziłam czas z tą książką, pokochałam bohaterów, a nawet śmiałam się z ich żartów. Abbi Waxman pokazała, że pierwsze wrażenia są mylące, a żałobę po stracie bliskich każdy przechodzi w innym czasie. Lecz najważniejsze jest, że to co nas uszczęśliwia możemy znaleźć w każdym miejscu - nawet na przymusowym kursie ogrodnictwa. 😉 Książkę z wielką chęcią polecam i mam nadzieję, że i Wam się spodoba. Premiera już na początku czerwca.

Słyszeliście o tej książce?
Czekacie na premierę?

Sprawdźcie, czy Wam się spodoba czytając>> darmowy fragment <<





"Nothing more" - Anna Todd i nasz pierwszy raz

"Nothing more" - Anna Todd i nasz pierwszy raz

     Annę kojarzyłam jedynie z widzenia, a to na zdjęciach, a to w sklepach. No wiecie, nie miałyśmy okazji bliżej się poznać. Jej jakoś nie było po drodze do mnie, a mnie nie ciągnęło aż tak bardzo do niej. Jednak w końcu przełamałam lody i postanowiłam zapoznać się z Anną. Gdy dostałam ofertę od wydawnictwa Znak, by przeczytać "Nothing more" troszkę się zastanawiałam czy to dobry pomysł. Bo tak czytać książkę bez poznania całej serii After? Zapewniona jednak przez panią ze Znaku, że mogę spokojnie sobie czytać, zgodziłam się i książka po jakimś czasie była u mnie. Nie sądziłam jednak, że wywoła ona u mnie tak skrajne emocje!

Anna Todd, fanfiction, fanfik, Nothing more, After, Landon, Tess, Hardin

     Na samym początku muszę nadmienić, że książkę dostałam ślicznie zapakowaną | szybki podgląd |. Ta kokardka była tak urocza, że z bólem serca ją niszczyłam przy otwieraniu przesyłki. W środku, poza książką, był także śliczny notes. "Nothing more" odczekało troszkę na mojej półce, by nabrać mocy i wreszcie zabrałam się za czytanie. Niestety nie skończyłam jej od razu, potrzebowałam drugiego podejścia, by dotrwać do końca.

Pierwsze podejście

     "Nothing more" otwiera playlista Landona, a na jej początku jedna z moich ulubionych piosenek, czyli Let it go - Jamesa Bay'a. Dalej też jest całkiem dobrze, bo już na samym początku pojawia się fajny element, czyli porównania i nawiązania do światów znanych z innych książek i filmów (Harry Potter, Władca Pierścieni, Słodkie Kłamstewka itd.). Jeden z pracowników jest nazywany Malfoy'em, a główny bohater ma bluzę z wizerunkiem Insygni śmierci. To jest coś, co uwielbiam w książkach! Dodatkowo to nie mija, a pojawia się i na dalszych stronach. Wszystko to dzięki Landonowi, który czyta fantasy. Mimo trochę przydługich opisów "Nothing more" czytało się całkiem dobrze. Aż nastał pewien moment, który zakończył moje pierwsze podejście do tej książki. Wszystko byłoby dobrze, ale kiedy pojawiło się wspomnienie, gdy to była dziewczyna robiła Landonowi loda to zamknęłam książkę. Jakoś ten moment (a może sposób w jakim to było napisane?) zniesmaczyło mnie i odłożyłam ją na półkę. Tak zakończyło się moje pierwsze podejście do "Nothing more".

Anna Todd, fanfiction, fanfik, Nothing more, After, Landon, Tess, Hardin, James Bay Let it go,

Drugie podejście

     Książka leżała na półce i co jakiś czas zerkała na mnie gniewnie. Odczekałam kilka dni, postarałam się pozbyć tego zniesmaczenia i sięgnęłam po nią znów. Teraz muszę przyznać, że to była dobra decyzja. Drugie podejście okazało się już dłuższe i wytrwałam do końcowych stron. W zasadzie to całkiem przyjemnie się czytało, chociaż jeden element bardzo raził mnie w oczy. Zaczęłam się zastanawiać nad jednym: czy naprawdę nie ma innego określenia niż słowo kutas? Przecież istnieją synonimy, a mnie serio przez całą książkę prześladował ten wyraz. Może ja jestem jakaś nadwrażliwa czy coś, ale no nie dawało mi to spokoju.
     Podczas dalszego czytania najwięcej emocji przyniosła mi postać Dakoty. Są tu może osoby, które przeczytały serię After i mogą mi powiedzieć, czy ta kobieta była taka wkurzająca już wtedy? Dziewczyna zachowywała się okropnie. Tak jakby Landon należał tylko do niej i nikt inny nie miał prawa nawet spojrzeć na niego i tym samym on nie mógł patrzeć na kogokolwiek. W pewnym momencie miałam jej już po dziurki w nosie i zdarzyło mi się pierwszy raz rzucić książką. Ale o to chodzi, prawda? By książka wywoływała w nas jakieś emocje - nawet i takie negatywne. 
     Na szczęście całą książkę ratuje główny bohater. Landon jest bardzo fajnym kolesiem - czyta książki, więc już duży plus dla niego 😅. Jest miły, czasem uroczy i dla każdego chce jak najlepiej. Ma swoje wady (jak nadużywanie wspomnianego wcześniej słowa), ale da się lubić. Nie rozkochał mnie w sobie, jak niektórzy bohaterowie, ale też nie zapomniałam o nim zaraz po przeczytaniu książki. Myślę, że jeśli poznałabym takiego Landona w realnym świecie, to chętnie bym się z nim zaprzyjaźniła - głównie ze względu na książki i Pottera. 😄

Anna Todd, fanfiction, fanfik, Nothing more, After, Landon, Tess, Hardin

     Cieszę się, że książki nie spisałam na straty po pierwszym podejściu. "Nothing more" byłaby naprawdę fajną pozycją, gdyby nie te niektóre opisy i nadużywanie kutasów. Zawiodłam się jednak troszkę, bo z opisu na końcu wywnioskowałam, że pojawi się Hardin, o którym już trochę słyszałam. Niestety nie było dane mi go poznać osobiście. Mimo wszystko nie żałuję czasu poświęconego na czytanie tej książki. Byłam ciekawa, jaki jest styl autorki i dowiedziałam się. Po serię After raczej nie sięgnę, ale kontynuację "Nothing more" może bym i przeczytała - ciekawi mnie jak zakończy się wątek Landona i pewnej dziewoi. Wszystko jeszcze przede mną, ale aktualnie wolę skupić się na troszkę innych książkach. 


Czytaliście "Nothing more", bądź macie taki zamiar?
A może znacie coś innego tej autorki?




Darmowe książki - Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore

Darmowe książki - Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore

     Ostatnio w moje rączki trafił nowy czytnik ebooków, z czego bardzo się cieszę. Myślałam co by tu na nim czytać i na jaką książkę się skusić, kiedy to moja pamięć powędrowała do grafiki z wyzwaniem Rory wiszącej nad łóżkiem. Przypomniałam sobie, że przecież książki tam występujące to nie żadne nowości wydawnicze, tylko już starsze pozycje. Weszłam więc na Wolne Lektury i zaczęłam sprawdzać, czy któreś z wymienionych tytułów znajduje się w domenie publicznej. I wiecie co się okazało? Znalazłam ich całkiem sporo! Więc zainteresowanych darmowymi książkami z wyzwania Rory zapraszam dalej. 😃

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore, Gilmore Girls, Kochane Kłopoty, książki, co czytać, darmowe książki, darmowe ebooki, książki pdf, czytnik, Kindle

Czytelnicze wyzwanie Rory Gilmore - co i jak?

     Nie będę się długo rozpisywać o wyzwaniu, bo wszystkie szczegóły znajdziecie na blogu Siostry w bibliotece w tym właśnie wpisie - klik klik. Tak w skrócie jest to idealne wyzwanie dla osób kochających książki tak samo jak Rory Gilmore, czyli główna bohaterka serialu Kochane Kłopoty. Jeśli oglądacie tą produkjcę, a nie znacie wyzwania - szybko lećcie zobaczyć szczegóły. Jeśli nie znacie Gilmorek, to na co jeszcze czekacie? Czas nadrobić ten uroczy serial! 😉

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore, Gilmore Girls, Kochane Kłopoty, książki, co czytać, darmowe książki, darmowe ebooki, książki pdf, czytnik, Kindle

Darmowe książki - skąd pobrać?

     Zacznę od tego, że wszystkie poniższe linki prowadzą do wcześniej wspomnianej strony - Wolne lektury - i są to utwory, które przeszły do domeny publicznej, więc spokojnie możemy z nich korzystać (tj. pobierać i czytać, bądź słuchać). Przejrzałam stronę i wyszukałam książki z wyzwania. Nie ma tam wszystkich oczywiście, ale kilkanaście znalazłam i poniżej zostawiam Wam podlinkowane tytuły. Mam nadzieję, że komuś się przyda taka lista. 🌝

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore, Gilmore Girls, Kochane Kłopoty, książki, co czytać, darmowe książki, darmowe ebooki, książki pdf, czytnik, Kindle

     Z tej listy mam za sobą już "Makbeta" i "Hamleta", które przeczytałam w ostatnie wakacje i muszę przyznać, że podobało mi się. Najbardziej przypadł mi do gustu "Makbet", którego nie przeczytałam nawet w szkole, kiedy to był moją lekturą. 😅 Widocznie musiał odczekać swoje i nabrać mocy. Teraz z chęcią do niego wrócę i spróbuję się zabrać za pozostałe książki. W końcu wyzwanie samo się nie wypełni. Dodatkowo ostatnio przeczytałam "Roszpunkę", która jest chyba najkrótszą książką z całego wyzwania i zajmuje kilka minut.


Oglądaliście Gilmore Girls? Bierzecie udział w wyzwaniu?
A może nie słyszeliście o nim, ale czytaliście którąś z tych książek?





"Nie mów nikomu", ale Harlan Coben to mój nowy mistrz

"Nie mów nikomu", ale Harlan Coben to mój nowy mistrz

     Myślę, że każdy zna lub przynajmniej kojarzy pana Cobena. Do pewnego czasu był dla mnie obojętny. To znaczy wiedziałam, że ktoś taki jest i pisze książki, ale nie wnikałam za bardzo w jego twórczość. Wszystko się zmieniło, kiedy to znalazłam Dominikę na Instagramie i widziałam, jak bardzo jest zachwycona panem C. Te jej polecenia (i piękne zdjęcia!) powoli zaczynały mnie przekonywać. Dlatego więc przy pewnych zakupach książkowych dorzuciłam do koszyka egzemplarz "Nie mów nikomu". Książeczka przybyła do mnie, odczekała sobie na półce i wreszcie nastał czas na przeczytanie. Muszę wyznać, że ta czynność nie trwało długo. 😅
Harlan Coben, thriller, Nie mów nikomu, recenzja, co czytać, książka, herbata, kawa, flatlay
      "Nie mów nikomu" to, jak przeczytałam na odwrocie, książka, która przyniosła Harlanowi rozgłos. Jest to thriller o pewnym doktorze, który po ośmiu latach dostaje tajemniczą wiadomość w jednej chwili wywracającą jego życie o 180 stopni. Przez ostatnie lata mężczyzna codziennie przeżywał żałobę po swojej brutalnie zamordowanej żonie. I mimo że kobieta została zidentyfikowana i pochowana, doktor Beck dostaje maila, którego mogła napisać tylko jedna osoba - nieżyjąca żona.

     Jeśli szukacie książki, w której akcja toczy się ciągle w jednym i to dość szybkim tempie, to "Nie mów nikomu" będzie dla was idealne. Podczas czytania nie miałam ani chwili na to, by się znudzić czy nawet przysnąć. Jak dla mnie tempo jest idealne, bo już od samego początku zaczyna się coś dziać. Dodatkowo książka tak mnie wciągnęła, że już nie mogłam się doczekać, by przewrócić kartkę i dowiedzieć się, czy też moje podejrzenia są słuszne.

     Przyznam się jeszcze, że dawno nie czytałam tak dobrej książki z tego gatunku. Dodatkowo jeszcze takiej, która by mnie tak bardzo wciągnęła. Może i to było pierwsze spotkanie z Cobenem, ale wiem, że nie ostatnie. Od tej pory ten oto pan stał się moim nowym mistrzem. Przy najbliższej tylko okazji na pewno sięgnę po kolejną jego powieść. I mam nadzieję, że się nie zawiodę! 😄

Czytaliście książkę, której autorem jest Harlan Coben?
Jeśli tak, to za co polecacie się teraz zabrać? 





Kwietniowe podsumowanie - książkowo i internetowo

Kwietniowe podsumowanie - książkowo i internetowo

     Hej, hej w ten deszczowy (przynajmniej u mnie) i majowy już dzień. Dziś przygotowałam dla Was podsumowanie kwietnia, które początkowo miało być króciutkie. Wiecie co się okazało? Musiałam sporo usunąć, bo wyszło tego za dużo. 😅 Nie przedłużam już i zostawiam Was z tym, co się działo w tamtym miesiącu. Miłego czytania!


Książkowo


     Ten rok zaczął się okropnie, jeśli chodzi o czytanie książek. Jak do tej pory mój wynik przeczytanych lektur to okrągłe 8. Jeśli chodzi jednak o miniony miesiąc, to przeczytałam zaledwie trzy książki. Powoli się rozkręcam, bo w marcu to była tylko jedna.

Książki przeczytane w tym miesiącu to:

  • Malfetto. Mroczne piętno - Marie Lu
  • Ocean na końcu drogi - Neil Gaiman | recenzja |
  • Nie mów nikomu - Harlan Coben

      Jeśli dobrze pamiętam (a pamięć mam słabą 😅), to w tym miesiącu nie kupiłam ani jednej książki. Aż czuję się z siebie dumna, bo wreszcie zabrałam się za czytanie tego, co mam na półce - w żółwim tempie, ale zawsze to coś. Jednak listonosz odwiedził mnie dwa razy. Pierwszą przesyłką była wygrana książka w konkursie na blogu Tatiany - Lost In My Books, a drugą egzemplarz od wydawnictwa, który już przeczytałam i niedługo o nim napiszę. 

Nowe książki

  • Nowy, wspaniały świat - Huxley
  • Nothing more - Anna Todd

Internetowo

Borenium → Books and good tea

     Bądźmy ze sobą szczerzy, moja aktywność od jakiegoś czasu tutaj jest godna pożałowania. Jak zawsze staram się to poprawić, ale przez jakiś czas czułam, że coś jest nie tak. Coś mi przeszkadzało za każdym razem, kiedy wchodziłam na Borenium. W końcu chyba domyśliłam się o co chodzi i zaczęłam to zmieniać. Jak pewnie zauważyliście Borenium to już nie Borenium. Adres został nadal ten sam - głównie ze względu na różne linki porozrzucane po Internecie, ale tytuł już się zmienił. Chciałam, by ludzie odwiedzający moje miejsce, już na samym początku mieli delikatny zarys, co mogą tu znaleźć. Dodatkowo sama siebie chciałam troszkę ukierunkować, w którą stronę iść. Postawiłam więc na prostą nazwę - Books and good tea. Kocham książki, chcę głównie o nich pisać, ale inne tematy także się znajdą. A przy czym najlepiej rozmawiać na inne tematy? Oczywiście, że przy filiżance dobrej herbatki. 😊

Przegląd postów z tego miesiąca:


Instagram

      Instagram to miejsce w sieci od którego jestem uzależniona i spędzam tam najwięcej swojego czasu. Kocham prowadzić bookstagrama, choć i tam ostatnio troszkę rozszerzam tematykę i nie skupiam się tylko i wyłącznie na książkach. Uwielbiam robić zdjęcia, ale lubię też przeglądać twórczość innych i rozmawiać z osobami tam obecnymi. Poniżej zostawiam wam mały mix wybranych zdjęć z ostatniego miesiąca, a po resztę zapraszam na mój profil. 😉

instagram, mix, sukulenty, Gucio, york, blog, książki, biblioteczka, półka na książki, bookstagram

Instagram:  la.lua - wpadnij po więcej zdjęć



A jak Wam minął kwiecień? Działo się coś ciekawego?
Ile książek udało Wam się przeczytać? 





"Ocean na końcu drogi", czyli drugie spotkanie z N.Gaimanem

"Ocean na końcu drogi", czyli drugie spotkanie z N.Gaimanem

      Z panem Neilem Gaimanem miałam do czynienia już wiele lat temu. Wypożyczyłam wtedy z biblioteki zachęcająco wyglądające stare wydanie "Gwiezdnego pyłu". Niestety nie udało mi się dokończyć tej książki (a nawet dobrze zacząć). Po prostu za szybko ją skreśliłam. Nie miałam po tym jakiegoś urazu do autora, więc jak tylko zobaczyłam "Ocean na końcu drogi" w pewnej księgarni za 10 zł - nie myślałam długo. Wzięłam z półki, zapłaciłam i wyszłam. Teraz, po przeczytaniu książki, wiem, że to była genialna decyzja. Dlaczego? Już Wam szybko tłumaczę 😉

Neil Gaiman, Ocean na końcu drogi, książka, otwarta książka, recenzja, warto kupić, tania książka

      "Ocean na końcu drogi" to wspomnienia narratora. Wraca on myślami do czasów dzieciństwa. Wszystko opisane jest z jego punktu widzenia i czasami aż zaskakująca jest różnica w myśleniu dziecka, a kogoś starszego. Główny bohater da się lubić, choć w niektórych momentach moja sympatia do niego malała. Co innego mogę powiedzieć o jego młodszej siostrze, ona kompletnie nie przypadła mi do gustu. Na całe szczęście pojawiała się rzadko. Natomiast Lettie, czyli dziewczyna z farmy na końcu drogi, stała się moją ulubienicą. Pokochałam ją i cieszyłam się za każdym razem, kiedy widziałam jej imię. Osoby, które czytały pewnie domyślają się, jak zakończenie na mnie wpłynęło z tego powodu.

      "Ocean..." jest książką, która mnie mocno zaskoczyła. Na szczęście było to pozytywne uczucie. Nie miałam jakichś większych oczekiwań co do niej. Myślałam, że to będzie szybka i lekka lektura. Taka też była, ale ma w sobie coś jeszcze. Jakąś taką magię, która powoli oplata Was i przyciąga. Ciężko było mi oderwać się od książki, chciałam wiedzieć, co się wydarzy i jak to wszystko się zakończy. Chciałam wiedzieć czy po przeczytaniu ostatniej strony będę płakać czy też się cieszyć. A najbardziej ciekawiło mnie w jaki sposób dobro wygra ze złem.

Neil Gaiman, Ocean na końcu drogi, książka, otwarta książka, recenzja, warto kupić, tania książka

     Ogólnie bardzo rzadko zaznaczam fragmenty w książkach. Zazwyczaj po prostu zapominam o tym. Przed zaczęciem czytania wzięłam sobie jednak karteczki indeksujące, bo czułam, że mogą mi się przydać. Muszę przyznać, że zaszalałam i na tych 200 stronach umieściłam 15 zakładek. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu, a teraz, pisząc ten tekst, co chwila sięgam i czytam losowy cytat. Cudownie jest wracać do tego i z wielką chęcią podzielę się z Wami moimi ulubionymi fragmentami tej książki już niebawem.

     Neil Gaiman wykonał kawał dobrej roboty pisząc tak cudowną książkę, która wciąga już od samego początku. Bardzo miło spędziłam czas z tą lekturą i jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności, to mam nadzieję, że nadrobicie to i także Wam się spodoba. Jestem pewna, że to nie było moje ostatnie spotkanie z tym autorem.


Czytaliście Ocean na końcu drogi?
Jak Wam się podobało?





 5 książek do nadrobienia w najbliższym czasie

5 książek do nadrobienia w najbliższym czasie

     W mojej biblioteczce pełno jest książek, których jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Kiedy kończę jedną, zaraz przybywa kilka nowych i tak jest już od jakiegoś czasu. Zawsze jednak mam problem z wybraniem mojej kolejnej lektury. Dla ułatwienia postanowiłam, co jakiś czas, tworzyć sobie takie listy i starać się ich trzymać. Na pierwszy rzut wybrałam sobie 5 książek, które mam nadzieję, że będą lekką i przyjemną lekturą.


5 książek do nadrobienia w najbliższym czasie


  • How not to disappear
  • Malfetto. Mroczne piętno
  • Byliśmy łgarzami
  • Ocean na końcu drogi
  • Play

How not to disappear to pierwsza książka, którą czytam po angielsku. Kupiłam ją w wakacje, razem z kilkoma innymi i od tamtego czasu oczekiwała na swoją kolej. Już zaczęłam ją czytać i muszę przyznać, że to może być całkiem dobra książka. Pozostałe mam nadzieję, że także takie będą. Wybrałam sobie (mam nadzieję) lżejsze książki i chcę je przeczytać w miarę szybko. Trzeba nadrobić zmarnowany czas i podwyższyć liczbę książek przeczytanych w tym roku, prawda? 😃



     Mam nadzieję, że przeczytanie tych pięciu perełek szybko pójdzie i nie będę żałować ani chwili. Na pewno na Instagramie będzie więcej o moich postępach, więc jeśli jeszcze Was tam nie ma, to dobry moment, by to nadrobić 😉

[Instagram - la.lua]


Co aktualnie czytacie?
Znacie którąś z powyższch książek?




Copyright © 2017 Borenium - Books and good tea , Blogger
|| Dostosowanie: Klaudia